Czym jest rekrutacja sportowa i jak firmy mogą z niej skorzystać?

Rekrutacja sportowa oznacza, że kandydat bierze udział w procesach rekrutacyjnych nie dlatego, że szuka pracy, ale po to, żeby zobaczyć jak wygląda rynek, w jaki sposób firmy aktualnie rekrutują, jakich umiejętności wymagają, czy ile płacą. Albo chce po prostu poćwiczyć, żeby nie wypaść z gry i być przygotowanym na ewentualną rekrutację w przyszłości.

Dla wielu osób jest to wątpliwe etycznie, a najbardziej dotknięci tym zjawiskiem są rekruterzy i firmy, poszukujące talentów. 

Jak zwykle, sytuacja nie jest czarno-biała. Zastanówmy się na początku na perspektywą każdego uczestnika procesu rekrutacji:

Perspektywa kandydata

Rekrutacja jest zawsze obarczona pewnym poziomem stresu. Zwłaszcza, jeśli to jedna z naszych pierwszych rekrutacji w życiu lub jeśli od lat pracujemy w jednym miejscu i w tym czasie nie braliśmy udziału w żadnym procesie rekrutacyjnym. 

 

Czy zdarzyło Ci się, że po wyjściu z rekrutacji poczułeś/aś, że przechodzi Ci pewne zamglenie umysłowe i nagle dostrzegasz wyraźnie jakie błędy popełniłeś/aś i jak odpowiedziałbyś/abyś na te same pytania, gdyby ktoś zadał Ci je teraz❓ Niestety, jest już za późno, rekrutacja dobiegła końca, a Ty nie zaprezentowałeś/aś się tak jak chciałeś/aś. 

Stres ma ogromny wpływ na to jak prezentujemy swoją kandydaturę w trakcie rozmowy rekrutacyjnej. Przez niego często zdarza nam się palnąć głupotę albo czujemy, że wszystkie doświadczenia zawodowe, o których chcieliśmy opowiedzieć, gdzieś się ulotniły. Nie jesteśmy w stanie sięgnąć do zakamarków pamięci i odpowiedzieć na pytanie rekrutera lub wykonać prostych zadań.

Jeśli weźmiemy udział w jakimś procesie rekrutacji, nie mając noża na gardle (bo nic nas w danym momencie nie zmusza do szukania pracy), stres będzie znacznie mniejszy. Dzięki takiemu ćwiczeniu, gdy przyjdzie czas, rekrutacja, na której naprawdę nam zależy, nie będzie dla nas aż tak trudna.

Dodatkowo, być może rekrutując się tylko po to, żeby się sprawdzić, dostaniemy akurat na tyle atrakcyjną ofertę, że postanowimy ją przyjąć? 😉Nic dziwnego, że niektórzy kandydaci się na tę opcję decydują.

❌ Ryzyko: możemy spalić za sobą mosty.

Perspektywa rekrutera

Każdy pozyskany kandydat jest na wagę złota. Każdy kandydat, który nie przejdzie procesu rekrutacji to wzbudza w nas żal. A sytuacja, w której składamy upragnioną ofertę kandydatowi, już witamy się z gąską, a on/a z jakichś przyczyn tej oferty nie przyjmuje, przynosi frustrację i poczucie braku sensu wykonywanej pracy. Tak się staraliśmy, a nie wyszło…

Chyba, że…

Pamiętam maj 2017 roku. W tamtym okresie, jako rekruterka z reguły składałam ~2 oferty miesięcznie, czasem 3, czasem żadnej. Statycznie co piąta oferta była odrzucana przez kandydata.

Ten miesiąc był inny. Złożyłam wtedy rekordową ilość ofert – 8. Czyli cztery razy więcej niż zwykle – niesamowity wynik! Statystycznie powinnam była zatrudnić 6-7 osób. Dla kontekstu warto dodać, że pracowałam w systemie prowizyjnym co oznaczało, że musiałam realnie zatrudnić pracownika, żeby zobaczyć coś więcej niż podstawę wynagrodzenia.

Wtedy stało się coś niebywałego. Wszyscy kandydaci odrzucili moją ofertę. I nie, nie różniła się ona od wszystkich ofert, które składałam we wcześniejszych czy późniejszych miesiącach. Po prostu tak się złożyło, że osiem osób pod rząd odrzuciło złożoną przeze mnie ofertę. 

Efekty ciężkiej pracy okazały się zerowe. Nie spełniłam żadnych zamierzonych celów, nie wypełniłam żadnego wakatu, nie miałam żadnej satysfakcji z pracy, którą wykonałam, nie zobaczyłam ani złotówki prowizji. Miałam wrażenie, że cały miesiąc orki wyrzucam do kosza. To była wtedy tragedia. Na szczęście wyszłam z tej sytuacji z jeszcze grubszą skórą i dzisiaj wiem, że…

 

…w procesy rekrutacyjne wkalkulowani są kandydaci, którzy odrzucą naszą ofertę.

 

 Z przeróżnych powodów. Czasem dlatego, że nigdy nie mieli intencji jej przyjąć, czasem dlatego, że postanowili dać swojej obecnej ogranizacji drugą szansę, a innym razem dlatego, że inna firma zaproponowała im coś lepszego. Takie jest życie rekrutera. Musimy to zaakceptować, bo.. to jest poza naszą strefą wpływu.

Osobiście, uważam, że wzięcie udziału w procesie rekrutacji “sportowo” raz na jakiś czas jest zdrowe i przynosi kandydatom korzyści. Czy z perspektywy firmy to jest stracony czas❓

Niekoniecznie. Przede wszystkim, jeśli proponowana przez nas oferta jest atrakcyjna, to jest spora szansa, że taki kandydat ostatecznie ją przyjmie (znam trochę takich przypadków!) lub poważnie rozważy naszą firmę w przyszłości, gdy będzie szukać pracy, albo poleci ją znajomym.

Dodatkowo, może się zdarzyć tak, że zaaplikuje do nas dopasowany kandydat, który od dawna nie zmieniał pracy. Wieloletnia przerwa od procesów rekrutacyjnych może sprawić, że dobry kandydat zaprezentuje się blado i odrzucimy kogoś, kto naprawdę sprawdziłby się w naszej firmie. Dzięki temu, że taka osoba weźmie wcześniej udział w sportowym procesie rekrutacyjnym, być może przyjdzie na naszą rekrutację bardziej przygotowana, mniej zestresowana i będzie w stanie lepiej przedstawić swoje umiejętności.

Czy powinniśmy się skupiać tylko na kandydatach, zmotywowanych do zmiany pracy?

Poza kandydatami, którzy aplikują na otwarte stanowiska, rekruterzy próbują na różne sposoby dotrzeć do kandydatów pasywnych i zainteresować ich firmą. To są kandydaci dużo większego ryzyka, bo motywacja do zmiany pracy nie pojawiła się w ich głowie, tylko my im ten pomysł podsunęliśmy. Nie wiemy do końca, czy zdecydowali się wziąć udział w procesie rekrutacji, bo ich przekonaliśmy, czy intencja jest inna. A jednak, choć kandydaci pasywni, których zachęciliśmy do wzięcia udziału w naszym procesie rekrutacji, mogą mieć mniejszą motywację do zmiany pracy, aktywność sourcingowa rekruterów, polegająca na aktywzowaniu tej grupy kandydatów ma się dobrze. Dlaczego? Bo to działa! Mało tego, osoby, które samodzielnie znajdziemy i zachęcimy do rekrutacji znacznie częściej okazują się bardziej dopasowane do stanowiska niż osoby, które zaaplikowały samodzielnie.

 

No chyba, że później w trakcie spotkania rekrutacyjnego, odrzucimy kandydatów, których sami zachęciliśmy do rozmowy, bo źle odpowiedzą na pytanie „dlaczego zdecydowałeś/aś się aplikować?” 😉

Takie food for thought.

O autorce:

Cześć! Nazywam się Weronika Szatan i od 2015 roku tworzę mosty pomiędzy kandydatami oraz pracodawcami w branży IT

Wierzę, że przemyślana rekrutacja jest kluczem do realizacji celów biznesowych, jeśli tylko będziemy pamiętać, że każdy kandydat to przede wszystkim człowiek. Dlatego, jako Recruitment Devil, uczę jak budować ludzkie i równocześnie skuteczne procesy rekrutacji.

Moją misją jest podniesienie poziomu rekrutacji w Polsce i zerwanie z wizerunkiem kiepskiego rekrutera, bo wiem, że nie taki diabeł rekruter straszny jak go malują.

Więcej o skutecznej i ludzkiej rekrutacji znajdziesz tutaj:

© 2024 Weronika Szatan. Wszystkie prawa zastrzeżone.