Od liczb do decyzji: jak analityka danych może zwiększyć efektywność i zmniejszyć koszty rekrutacji?

analityka danych

Strategiczny HR to taki, który potrafi zmierzyć efekty swoich działań, zinterpretować wyniki i wskazać, jakie kroki należy podjąć, żeby je poprawić. Co warto mierzyć w działaniach rekrutacyjnych?

Mierniki czy wskaźniki?

Gdy myślimy o danych w rekrutacji, najczęściej do głowy przychodzą nam: koszty rekrutacji, czas rekrutacji czy ilość aplikacji. To wszystko są mierniki – pokazują nam konkretne liczby. Ale te liczby nijak się mają do oceny czy nasze działania były efektywne czy nie. W tym celu potrzebujemy wskaźników.

Na Leniwcach HR w 2024 r. miałam przyjemność uczestniczyć w dyskusji, prowadzonej przez Martę Pawlak-Dobrzańską, właśnie w tym temacie. Marta wspaniale wyjaśniła, czym się różnią mierniki od wskaźników.

Podczas gdy mierniki mówią o tym, co się wydarzyło (np. ile osób aplikowało, ile trwał proces rekrutacji) i służą raportowaniu działań, to wskaźniki pozwalają nam ocenić jakość tych zdarzeń, przeanalizować trendy i wskazać co powinniśmy zrobić, żeby osiągnąć założone cele biznesowe. Dlatego jeśli chcesz, żeby analityka Twojej rekrutacji przyniosła realne efekty, musisz mierzyć i mierniki, i wskaźniki.

Przyjrzę się dzisiaj kilku miernikom i wskaźnikom, z których korzystam. Pamiętaj jednak, że ostatecznie to Ty musisz zdecydować, jakie działania warto mierzyć w Twojej firmie (choć jest jeden wskaźnik, który moim zdaniem powinniśmy mierzyć wszyscy).

Mierniki rekrutacyjne

Liczba aplikacji – liczba osób, które zaaplikowały na daną rolę.

Źródła aplikacji – ile osób zaaplikowało z konkretnych źródeł (np. LinkedIn, konkretnych portali pracy, od znajomych, itd.)

Time to offer – czas, który upływa od momentu otrzymania aplikacji do momentu, w którym składamy kandydatowi ofertę.

Time to reject – czas, który upływa od momentu otrzymania aplikacji do momentu, w którym wysyłamy kandydatowi informację o odrzuceniu z procesu.

Time to hire – czas, który upływa od momentu otrzymania aplikacji do momentu, w którym kandydat przychodzi do pracy (czyli składa się na niego time to offer, czas potrzebny kandydatowi na podjęcie decyzji oraz – najczęściej – okres wypowiedzenia kandydata).

Koszt rekrutacji – ile firmę kosztowała dana rekrutacja.

No i z tym miernikiem mam pewnie kłopot 🙂 Najczęściej słyszymy: musisz mierzyć koszty rekrutacji, to proste! Dodaj do siebie kwotę, którą wydaliście na ogłoszenia o pracę oraz to, ile kosztował czas poświęcony na rekrutację przez rekruterów i hiring managerów. Bułka z masłem, prawda? 😉

Niestety, nie do końca. Widzę tutaj kilka wyzwań:

 

➡️ Po pierwsze, żeby zmierzyć koszty czasu, które poświęciły na rekrutację pracownicy firmy, musimy:
– wiedzieć, ile te osoby zarabiają (czyli ile kosztuje godzina ich pracy). A taki poziom transparentności jest w organizacjach rzadkością.
– zdobyć informację o tym, ile czasu poświęcili hiring managerowie i rekruterzy techniczni na daną rekrutację. O ile łatwo policzyć godziny poświęcone na prowadzenie rozmów rekrutacyjnych, o tyle trudniej podsumować, ile czasu przeznaczono na przygotowanie do rozmów, pisanie feedbacku, analizę CV, stworzenie zadań rekrutacyjnych, itd. Taką informację musielibyśmy dostać bezpośrednio od hiring managera i osób technicznych, a nie mamy wpływu na to, czy będą w stanie zmierzyć tak dokładnie swój czas pracy.

 

➡️ Po drugie, analiza kosztu rekrutacyjnego staje się zagmatwana, gdy szukamy więcej niż jednej osoby albo prowadzimy rekrutację ciągłą. To znacznie komplikuje przypisania konkretnego kosztu do zatrudnienia jednej osoby.

Przykład: szukamy czterech księgowych. W pierwszym miesiącu poszukiwań udaje nam się zatrudnić jedną osobę, w drugim żadnej, w trzecim dwie, a w czwartym miesiącu wciąż płacimy za otwartą rolę, ale ostatecznie decydujemy, że nie potrzebujemy czwartej księgowej i kończymy poszukiwania. Za każdy miesiąc publikacji ogłoszenia płacimy 1500 zł, zatem łącznie zapłaciliśmy za publikację 6 000 zł.

Powstaje pytanie: jak przypisać ten koszt do zatrudnionych osób? Czy dzielimy 6000 zł przez trzy osoby, co daje nam koszt 2000 zł na każdą księgową? A może powinniśmy uwzględnić dodatkowe czynniki, takie jak długość procesu rekrutacyjnego dla każdej osoby?
Co więcej, jak rozliczyć miesiące, w których nie zatrudniliśmy nikogo? Czy koszt publikacji ogłoszeń w tych okresach należy wliczyć do całkowitych kosztów rekrutacji i rozdzielić między osoby zatrudnione w innych miesiącach? A może uznać te miesiące za „stracone” koszty, które nie przynoszą bezpośredniego efektu?

Sprawa jeszcze bardziej się komplikuje, gdy publikacja ogłoszeń pozwala nam zbudować talent pool – bazę potencjalnych kandydatów, z której korzystamy w przyszłości. Jeśli dzięki tej bazie jakiś czas później zatrudnimy kolejną księgową, jak ująć ten koszt? Czy należy go rozliczyć w ramach początkowego procesu rekrutacyjnego, czy może przypisać go do nowego zatrudnienia?

To tylko jeden z przykładów, który pokazuje, że ustalenie rzeczywistego kosztu rekrutacji bywa bardziej skomplikowane, niż mogłoby się wydawać.

 

➡️ Po trzecie, poza oczywistymi kosztami rekrutacji, takimi jak publikowanie ofert pracy na płatnych portalach czy poświęcone roboczogodziny, firmy inwestują w działania, które ciężko jest przypisać do konkretnej rekrutacji, a jednak procentują przez lata, np. przygotowanie merytoryczne uczestników rekrutacji, podnoszenie kompetencji rekruterów, działania employer brandingowe, koszt narzędzi rekrutacyjnych (np. systemu ATS czy systemu do umawiania spotkań), uczestnictwo w eventach branżowych, gadżety dla potencjalnych kandydatów, odświeżenie zakładki kariera na stronie i wiele innych. Te wydatki mogą pochłonąć dużą część budżetu rekrutacyjnego, ale ich efekty będą rozłożone w czasie i bardzo ciężko będzie je przypisać do konkretnej rekrutacji.

Ajjj, można się zniechęcić i pomyśleć, że nie warto mierzyć kosztu rekrutacji, prawda? Oczywiście, że nie! Jeśli tylko masz taką możliwość, mierz 🔥. Ale jeśli to jest z różnych powodów utrudnione, to nie biczuj się za to. Za chwilę pokażę Ci, że jest wiele wartościowych rzeczy, które zmierzysz w łatwy sposób i wniosą Ci dużo wartości 🙂

Wskaźniki rekrutacyjne

Success rate – miara efektywności procesu rekrutacyjnego, pokazująca jaki odsetek osób kończy nasz proces rekrutacji z pozytywnym wynikiem. Najczęściej success rate jest mierzony w ten sposób:

Jednak branie pod uwagę liczby wszystkich aplikacji może wprowadzać nas w błąd. Gdy aplikujących jest wielu, success rate będzie bardzo niski i wcale nie mówi nam to wiele o procesie rekrutacji. Znacznie bardziej wiarygodne jest obliczanie wskaźnika biorąc pod uwagę jedynie osoby, które przeszły wstępny pre-check i postanowiliśmy zaprosić je do pierwszego etapu rekrutacji.

Wysoki success rate sugeruje, że skutecznie docieramy do odpowiednich osób. Zbyt niski success rate może świadczyć o tym, że nasz proces rekrutacji jest wymagający.

Obliczenie success rate pomaga nam też w zrozumieniu, ilu kandydatów potrzebujemy zobaczyć, żeby móc wybrać odpowiednią osobę.

Success rate na poszczególnych etapach rekrutacji – warto także mierzyć success rate każdego etapu rekrutacji. Robimy to według następującego wzoru:

Ten wskaźnik pozwala nam zidentyfikować, które etapy „odsiewają” najwięcej aplikantów i wskazuje, jak dobrze wcześniejsze etapy wyselekcjonowały odpowiednich kandydatów. Wysoki wskaźnik success rate oznacza, że większość kandydatów przechodzi dany etap i być może warto zastanowić się nad zwiększeniem jego poziomu trudności. Gdy success rate poszczególnego etapu jest bliski 100%, najprawdopodobniej powinniśmy rozważyć rezygnację z tego etapu, bo nie odsiewa kandydatów. Z kolei gdy success rate jest bardzo niski, może to oznaczać, że poprzedni etap rekrutacji nie był wystarczająco wymagający i nie “odsiał” odpowiednich osób.

Efektywność źródeł rekrutacji – mierzy, jak skuteczne są różne źródła pozyskiwania kandydatów. Niewiele nam da badanie, które źródło przyniesie nam najwięcej aplikacji, jeśli nie mierzymy skuteczności tego źródła. Może być tak, że 70% naszych aplikacji pochodzi z konkretnego portalu pracy, ale jedynie 2% spośród nich przechodzi rekrutację z pozytywną decyzją. To znak, że warto zastanowić się, czy powinniśmy wciąż inwestować w to źródło.

Dzięki mierzeniu tego wskaźnika, będziemy wiedzieć na jakich źródłach powinniśmy się skupić w pierwszej kolejności. Dodatkowo, pozwoli nam on obliczyć zwrot inwestycji w konkretne źródła rekrutacji.

Wskaźnik rezygnacji kandydatów – pokazuje jaki odsetek kandydatów wycofał się z naszego procesu rekrutacji. Jeśli jest wysoki, powinniśmy się mu dokładnie przyjrzeć i przeanalizować przyczyny rezygnacji aplikantów. Może okazać się, że np. Nasz proces jest zbyt długi lub skomplikowany albo nasza oferta niewystarczająco atrakcyjna, albo candidate experience w naszym procesie zaniedbane.

Utrata dużej ilości kandydatów to realny koszt dla firmy, dlatego powinniśmy dążyć do tego, by wskaźnik rezygnacji był jak najniższy.
Aby uzyskać lepsze rezultaty, warto mierzyć wskaźnik rezygnacji kandydatów na poszczególnych etapach procesu. Dzięki temu szybciej dojdziemy do tego, czy jest jakiś moment w naszym procesie, których zniechęca aplikantów do naszej firmy.

Wskaźnik akceptacji ofert – odsetek kandydatów, którzy zaakceptowali naszą ofertę. Naturalnie im wyższy, tym lepiej. Dzięki temu wskaźnikowi możemy ocenić atrakcyjność naszej oferty. Niski wskaźnik wskazuje na to, że nasza oferta nie jest konkurencyjna. Ważnym aspektem jest przyjrzenie się powodom odrzucenia oferty, żebyśmy zrozumieli, nad jakimi aspektami warto pracować.

Quality of Hire – najważniejszy wskaźnik rekrutacji!!!

Nie ma drugiego tak ważnego wskaźnika jak poziom skuteczności naszej rekrutacji. Ten wskaźnik daje nam odpowiedź na najważniejsze pytanie: czy zatrudniliśmy właściwą osobę? 

Co z tego, że koszty rekrutacji są niskie a rekrutacja szybka, jeśli wybraliśmy osobę, która jest nieodpowiednia i przyjdzie nam się z nią pożegnać? Wtedy ponosimy koszty nie tylko nietrafionej rekrutacji i onboardingu, ale także musimy wznowić poszukiwania. 

To najbardziej kluczowy aspekt spośród wszystkich, dlatego dziwi mnie, że jedynie co piąta firma go mierzy (według „V Edycja Badania Analityki HR” z 2024 roku).


Dlatego, jeśli jeszcze tego nie robisz, zacznij mierzyć Quality of Hire już teraz!

Co jeszcze warto mierzyć?

Candidate Satisfaction Score (CSS) – mówi nam o tym, na ile kandydaci są zadowoleni z naszego procesu rekrutacji. Im niższy poziom, tym bardziej powinniśmy być zaalarmowani. Jeśli kandydatom nie podoba się nasz proces, mniej chętnie będą przyjmować nasze oferty pracy. A to oznacza większe koszty dla firmy. Warto przyjrzeć się aspektom, na jakie zwracają uwagę kandydaci i konsekwentnie nad nimi pracować.

CSS możemy zmierzyć np. Poprzez anonimową ankietę, wysyłaną kandydatom po procesie, w której prosimy aplikantów o ocenienie procesu rekrutacji w skali 1-5 lub 1-10.

Hiring Manager Satisfaction Score (HSS) – ocenia poziom zadowolenia menedżerów odpowiedzialnych za zatrudnianie z procesu rekrutacji i jego efektów. Pokazuje, na ile HR zaspokaja potrzeby biznesowe. Podobnie jak w przypadku CSS, niski wskaźnik HSS wymaga dogłębnej analizy tematu, zrozumienia potrzeb hiring managementu i koncentracji na aspektach, które wymagają usprawnienia.

Podsmowując:

Jak widzisz, mierzyć można wiele. Ale czy powinniśmy mierzyć wszystko? To zależy od potrzeb Twojej organizacji. Strategiczne podejście do analityki danych wymaga zrozumienia kontekstu firmy – jeśli je posiadamy, zdefiniowanie odpowiednik mierników i wskaźników rekrutacyjnych powinno nam przyjść łatwo. Na koniec trzy rady ode mnie:

  1. Zanim zaczniesz mierzyć jakiś wskaźnik, zastanów się, czego chcesz się dowiedzieć i co ma Ci dać ta wiedza. Jeśli tego nie wiemy, może wcale nie potrzebujemy mierzyć tej konkretnej rzeczy?

    Wyniki to jedno, ale nie wniosą żadnej wartości, jeśli nie wyciągniemy na ich podstawie wniosków i nie wprowadzimy odpowiednich zmian. Niebagatelną rolę odgrywa też sposób przedstawienia danych biznesowi. Tutaj przydaje się umiejętność tzw. Storytellingu danych – zamiast pokazywać suche liczby, przedstaw co dokładnie znaczą one dla firmy.

  2. Uważaj na interpretację wyników. Warto brać pod uwagę:
    sytuację rynkową (wzrost liczby aplikacji niekoniecznie będzie pochodną atrakcyjności oferty czy zwiększenia widełek, ale np. Większej ilości kandydatów aktywnych na rynku lub mniejszą aktywnością rekrutacyjną konkurencji)
    przypadkowość – może być tak, że uda nam się błyskawicznie znaleźć kandydata, bo po prostu mamy szczęście. To nie oznacza, że możemy zakładać równie szybkie efekty w przyszłych rekrutacjach. W każdej rekrutacji będzie jakiś element przypadkowości.
    benchmarking – ciężko domyślić się, co oznacza jakiś wskaźnik jeśli nie mamy porównania. Uważam, że najlepiej jest się porównywać do siebie z przeszłości i obserwować jak zmieniają się nasze wskaźniki w czasie (np. jeśli podjęliśmy działania dedykowane poprawie candidate experience, to czy wskaźnik CSS faktycznie się zwiększył). Jeśli brakuje Ci punktu odniesienia, polecam serdecznie raport „Benchmarki rekrutacyjne 2024” od Traffit, który przeanalizował 4 miliony aplikacji na 59 000 rekrutacji.

Udanego mierzenia!

O autorce:

Cześć! Nazywam się Weronika Szatan i od 2015 roku tworzę mosty pomiędzy kandydatami oraz pracodawcami w branży IT

Wierzę, że przemyślana rekrutacja jest kluczem do realizacji celów biznesowych, jeśli tylko będziemy pamiętać, że każdy kandydat to przede wszystkim człowiek. Dlatego, jako Recruitment Devil, uczę jak budować ludzkie i równocześnie skuteczne procesy rekrutacji.

Moją misją jest podniesienie poziomu rekrutacji w Polsce i zerwanie z wizerunkiem kiepskiego rekrutera i pokazać, że nie taki diabeł rekruter straszny jak go malują.

Więcej o skutecznej i ludzkiej rekrutacji znajdziesz tutaj:

© 2024 Weronika Szatan. Wszystkie prawa zastrzeżone.